Strony

czwartek, 18 czerwca 2015

Lody marchewkowo-imbirowe

Ostatnio przechadzając się po naszym rodzinnym mieście odkryłam, że na rynku otwarto kawiarenkę z lodami. Przyznaję, że zajrzałam tam z czystej ciekawości nie mając nawet jakiejś nieodpartej ochoty na coś słodkiego. W zasadzie to po wejściu do środka najzwyczajniej w świecie rozmyśliłam się i już miałam wychodzić kiedy zobaczyłam na drzwiach informację o dwóch nowych, wyjątkowych smakach. W ofercie znajdowały się lody marchewkowo-imbirowe oraz... uwaga! ogórkowe. Ciężko mi było ukryć grymas, który malował się na mojej twarzy gdy to przeczytałam, ale na szczęście byłam już skierowana do drzwi (więc stałam tyłem do ekspedientki). "To nie może być dobre"- to była moja pierwsza myśl, ale w ułamku sekundy przypomniało mi się pyszne ciasto marchewkowe (które tak uwielbiam) i wróciły wspomnienia z dzieciństwa w postaci tartej marchewki z jabłkiem. Skusiłam się :) Smak mnie zaskoczył- na szczęście pozytywnie, te lody smakowały naprawdę marchewkowo, a imbir jak się okazało pojawił się nie tylko w ich nazwie! 

Wracając do domu pojechałam prosto do sklepu po wszystkie niezbędne składniki na własne domowe lody marchewkowo-imbirowe.

Oto moja lista:

-kilka marchewek (będziemy potrzebować dwie szklanki drobno startej marchwi)

-mleko (500 ml)

-mleko skondensowane (200 ml)



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Czuły barbarzyńca

Ostatnio mam dość spore parcie na poznawanie nowych miejsc, gdzie można nie tylko posiedzieć w ładnym wnętrzu, ale też zjeść i wypić coś dobrego. Jednym z takich lokali jest właśnie "Czuły Barbarzyńca" (Warszawa). Kawiarenka będąca jednocześnie księgarnią, w której można kupić nie tylko nowe, ale też używane książki w naprawdę atrakcyjnych cenach. Dodamy do tego jeszcze miłą obsługę i pyszne ciasto (i nie tylko bo można zjeść też na słono) a otrzymamy miejsce, do którego z chęcią wrócę i będę zabierać znajomych.


poniedziałek, 8 czerwca 2015

"Lekcje Madame Chic"

Książka wpadła mi w ręce po jednej z rozmów z koleżanką w drodze do pracy. Nie sądziłam jednak, że pochłonę ją tak szybko! Dosłownie samo się czytało :) Wywarła na mnie tak pozytywne wrażenie, że aż postanowiłam Wam o niej wspomnieć.


czwartek, 4 czerwca 2015

Golden Rose: Liquid Concealer

Tak jak obiecałam wczoraj- dziś przedstawię Wam moje "ostatnie" odkrycie- korektor firmy Golden Rose! Słowa "ostatnie" używam tu z przymrużeniem oka, bo muszę przyznać, że nie jest ono najnowsze... Moja przygoda z tym korektorem zaczęła się kilka miesięcy temu. Na poniższych zdjęciach widnieje drugie opakowanie tego produktu zakupione w tym tygodniu. Pisząc ten post chciałam spróbować określić na jak długi okres czasu starczył mi mój pierwszy zakup. Oczywiście paragon już dawno temu został wyrzucony, podejrzewam, że mogło to nawet nastąpić zaraz po opuszczeniu sklepu. Na szczęście przypomniałam sobie, że gdy go kupowałam byłam po raz pierwszy w salonie Golden Rose i otrzymałam wówczas Kartę Klienta na której widnieje data :) 


poniedziałek, 1 czerwca 2015

"Groole"- ziemniaki z pieca

Dzisiaj zabieram Was do krainy ziemniaka, czyli do knajpki "Groole" (Warszawa). Pierwszy raz wybrałam się w to miejsce z koleżankami ze studiów aby świętować zakończenie sesji (piękne czasy). Choć idea nie jest mi obca, bo z odpowiednikiem Groole, czyli z Kroszą Kartoszką spotkałam się w Rosji, to nie spodziewałam się, że mamy również u siebie coś tak pysznego! Już tłumaczę o co chodzi, "Groole" to miejsce gdzie można zjeść ziemniaki z pieca z masłem i serem nadziewane czym tylko chcecie od kurczaka curry, przez bryndze ze szczypiorkiem,  łososia z kleksem śmietany aż po osiedlowy warzywniak i wiele, wiele innych.